|
Blog > Komentarze do wpisu
I. Może się komuś narażę, może nie (no bo w końcu kto czyta tego bloga? Czy ten blog w ogóle jest po to, żeby ktoś go czytał, czy po to, żebym ja nie zwariowała i mogła się czasem wyżyć tutaj, zamiast gdzie indziej robić głupoty…), ale muszę to powiedzieć: jestem homofobem. Może nie tak pełną gębą, bo niech sobie tam gdzieś będą i robią, co chcą, ale niech ja na to nie patrzę. Niech w telewizji pan Poniedziałek i inny pan Jacyków nie opowiada, co on drugiemu panu lubi robić w pupę, tudzież w inne części ciała. Niech nie walczą o adopcję dzieci, o związki małżeńskie, bo to po prostu nie jest zdrowe. Niech się zamkną w swoich czterech ścianach, mają swoje kluby i fora internetowe, ale niech nie paradują po ulicach ubrani w tęczowe barwy! Tak samo, jak oni mają prawo do manifestowania swoich poglądów i preferencji, bo w końcu żyjemy w „demokratycznym” państwie – mogą równie dobrze zarzucić mnie, że ja idąc z mężem za rękę po ulicy i z wózkiem na dodatek też manifestuję swoje preferencje – tak samo ja mam prawo nie chcieć tego oglądać. Niech nie przyprowadzają swoich „chłopaków” czy „dziewczyn” (HALO?! DZIEWCZYN?!) na imprezy, o których później pisze Gala czy inne takie pisma. Niech się publicznie nie całują, nie obejmują. To jest dla mnie obrzydliwe i nie chcę tego oglądać. Jeżeli ktoś myśli, że jestem zaściankowa i nienowoczesna w tym temacie – jego prawo. Sorry. II. Kto daje innym prawo oceniania postępowania Dody w zakresie jej nawoływania do rejestrowania się w charakterze dawcy szpiku? Czy ktoś w ogóle spojrzał na wątek romantyczny całej tej sprawy? Czy w naszym pięknym kraju coś, co na Zachodzie (ciągle jesteśmy sto lat do tyłu ze wszystkim!!!) jest na porządku dziennym – tj. wręcz zatrudnianie osób publicznych do wszelkiego rodzaju kampanii społecznych – u nas od razu musi być „self-marketingiem” Dody?! Czy Doda w ogóle jest osobą, która potrzebuje robić sobie jeszcze jakikolwiek marketing?! Doda to firma, już nie musi. Więc wszystkim, których boli to, że ona po prostu może coś zdziałać tylko dlatego, że jest Dodą – sobą - proponuję długi, jesienny spacer i kilka głębokich oddechów, spokojne przemyślenie sprawy i zamknięcie ryja. Tak po prostu. III. Mówcie, co chcecie – jestem dumna mając na półce książkę, którą napisał ktoś z mojej rodziny. Dodam tylko, że otrzymaną w prezencie od Autorki. IV. Kasia Nosowska to tandeta, a nie wielka artystka. Czy ktoś rozumie jej przekaz? Za nową produkcją Edyty Bartosiewicz też nie tęsknię, wszystkie piosenki na jedno kopyto, po co to wszystko. V. Nowa płyta Cockera, typowo Cockerowa, jest zajebista. I nowy Collins też. Zaczęłam zatem słuchać od nowa. I w ogóle nowa Norah Jones na mnie czeka, i Jamiroquai. Na jesień jak się patrzy. VI. Dziś rano odkryłam, że jestem świnią. Byłam zaspana, spóźniona do pracy, nieprzytomna – ale to niczego nie tłumaczy. Na stacji metra podszedł do mnie normalny pan, człowiek w średnim wieku i spytał, czy miałabym gumę do żucia i czy mogłabym go poczęstować. A ja, mimo, że mam przecież paczkę w torebce, z automatu powiedziałam, że „nie”. Człowiek przeprosił grzecznie i odszedł, a mnie się zrobiło głupio. Bo właściwie dlaczego odmówiłam?! Czy to z przyzwyczajenia – jak jeszcze paliłam papierosy, nienawidziłam jak mnie ktoś obcy prosił o papierosa na ulicy i nigdy nie dawałam, bo to niehigieniczne i jakoś niezręczne: dać z paczki, żeby paluchami dotknął innych papierosów, które ja później wypalę, czy jednego wysunąć swoją ręką, żeby on wypalił? Swój to swój, obcy to obcy, więc nie dawałam. (nota bene: to już ponad dwa lata odkąd nie palę :)) Ale z tą gumą do żucia dziś rano?! Wstyd mi przed samą sobą :( XXX Jestem ciągle i wciąż od nowa zakochana w moim mężu. Jak patrzę na niego czasem to mi się gardło ściska i nie wierzę, że on jest taki mój. Przyszedł spać wczoraj wieczorem, wlazł cały zmarznięty do mnie, śpiącej od godziny i rozgrzanej pod kołdrę, przytulił i miłość gorącą wyznawał i komplementy prawił. A ja taka zaspana, nieprzytomna – dziś nie pamiętam nawet połowy z tego, co powiedział… Poza tym jak tak sobie spojrzę na niego czasem w domu to mi się kolana uginają, moje Ciacho kochane… Mrrrr :) No to jak, pesymistycznie jest w końcu, czy jednak radośnie? Hmm. caroll. piątek, 12 listopada 2010, karolina_1308
|
|