Blog > Komentarze do wpisu

Jestem okropna.

Jak ja w ogóle mogę komuś coś takiego powiedzieć?!

I oto mistrzyni wpędzania mnie w poczucie winy ponownie dążyła do tego, żebym w takim stanie się znalazła. Moja babcia, a jakże.

A zaczęło się banalnie. Mianowicie moja babcia wyjeżdża zagranicę na dwa tygodnie w maju. Blisko, w Europie. W każdym miejscu, w którym się zatrzyma, będzie i telefon, i skype. Pyta mnie: a jak tam pojadę, to najlepiej chyba tam kupić kartę do komórki i przełożyć, nie? Ja na to, że po co jej w ogóle telefon na dwa tygodnie. No a jak będę chciała zadzwonić to co. No to tam wszędzie będzie telefon i skype. Acha. Mówię: jedziesz na urlop, daj sobie spokój z telefonem, ciesz się tym, gdzie jesteś i nie myśl o tym, co jest tutaj, bo co się może stać. I że jak jeżdżę na urlop to wyłączam telefon i wcale go nawet nie zabieram z pokoju. I żeby się przygotowała, bo my w tym roku planujemy wyjechać na dwa tygodnie i ten telefon będzie wyłączony, bo wszystko mnie wtedy wali, bo jestem na urlopie i na pewno nie po to, żeby telefony odbierać, tylko odpocząć. A od czego odpocząć. A od wszystkiego, od wszystkich. Ode mnie też, pyta? Oczywiście, odpowiadam. A jak będzie chciała do mnie zadzwonić, to co? No to raz na trzy dni włączę i zadzwonię. To ona za mną pojedzie. A ja, że brońciępanieboże i że nie powiem dokąd jadę.
I w końcu strzeliła focha, że jak mogę w ogóle powiedzieć, że od niej muszę odpocząć.

Ja po takiej rozmowie jestem wykończona (dlatego w weekendy – o zgrozo!!! – też wyłączam telefony. Nic mnie nie obchodzi. Dwa razy na dzień sprawdzę tylko, czy ktoś dzwonił i wystarczy), co dopiero po dwuletnim okresie bez wyjazdu wakacyjnego i po roku macierzyństwa, kiedy to takie rozmowy jak ta dzisiejsza toczą się niemalże codziennie. Naprawdę muszę odpocząć, od niej też. A może od niej przede wszystkim…? Ale tak już nie powiem, mogę tylko pomyśleć.

Poszłam o krok dalej – ustaliłam z mężem, że w niedziele nie przyjmujemy żadnych gości, ani nigdzie nie jeździmy. Że spędzamy ten dzień sami, głównie razem i trochę ja sama ze sobą przed kolejnym tygodniem w pracy.

Chyba rzeczywiście jestem okropna…

Kiedyś byłam bardziej rodzinna, teraz takie spotkania mnie po prostu męczą… (mąż się bawi przy stole, je i pije, dobrze się bawi, a ja, elegancko ubrana
w spodnie w kancik, siedzę na podłodze i bawię się z dzieckiem. Wolę robić to w dresie, w swoim domu, na własnej podłodze. Dobrze myślę, czy źle…?)

caroll.

środa, 09 marca 2011, karolina_1308
Suwaczek z babyboom.pl