RSS
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Jaka jest różnica między...?

Ten blog nie będzie kolejnym blogiem o modzie, bo mamy już Kasię Tusk ;> Ale czuję naprawdę wielką potrzebę uświadomienia nieświadomych:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Getry

 

http://www.google.pl/search?q=legginsy&hl=pl&biw=1280&bih=882&prmd=ivns&source=lnms&tbm=isch&ei=gTJJTq2mDMiUOurTtO0D&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&sqi=2&ved=0CEIQ_AUoAQ

 

GETRY to takie przynajmniej podkolanówki bez stóp.

Legginsy to takie rajstopy bez stóp. Do kolan, do połowy łydki, do kostek - ale bez stóp.

To tak po wakacjach mnie naszło.

caroll.

 

16:53, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 sierpnia 2011

Omamoo, jaka żałość... pięć miesięcy bez wpisu?! I tak zbieram się do tego od kilku tygodni, a poważniej od zeszłego tygodnia, i ciągle coś mi stoi na drodze. Dziś długo nie będzie, zmotywowała mnie profesor Środa, bo prawdę nad prawdami głosi, o:

http://wyborcza.pl/1,75968,10090266,Lepper__Pamietam.html

... a bardziej osobiście to za kilka dni będzie, bo teraz pracy mam duużo. caroll.

07:56, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2011

Jestem okropna.

Jak ja w ogóle mogę komuś coś takiego powiedzieć?!

I oto mistrzyni wpędzania mnie w poczucie winy ponownie dążyła do tego, żebym w takim stanie się znalazła. Moja babcia, a jakże.

A zaczęło się banalnie. Mianowicie moja babcia wyjeżdża zagranicę na dwa tygodnie w maju. Blisko, w Europie. W każdym miejscu, w którym się zatrzyma, będzie i telefon, i skype. Pyta mnie: a jak tam pojadę, to najlepiej chyba tam kupić kartę do komórki i przełożyć, nie? Ja na to, że po co jej w ogóle telefon na dwa tygodnie. No a jak będę chciała zadzwonić to co. No to tam wszędzie będzie telefon i skype. Acha. Mówię: jedziesz na urlop, daj sobie spokój z telefonem, ciesz się tym, gdzie jesteś i nie myśl o tym, co jest tutaj, bo co się może stać. I że jak jeżdżę na urlop to wyłączam telefon i wcale go nawet nie zabieram z pokoju. I żeby się przygotowała, bo my w tym roku planujemy wyjechać na dwa tygodnie i ten telefon będzie wyłączony, bo wszystko mnie wtedy wali, bo jestem na urlopie i na pewno nie po to, żeby telefony odbierać, tylko odpocząć. A od czego odpocząć. A od wszystkiego, od wszystkich. Ode mnie też, pyta? Oczywiście, odpowiadam. A jak będzie chciała do mnie zadzwonić, to co? No to raz na trzy dni włączę i zadzwonię. To ona za mną pojedzie. A ja, że brońciępanieboże i że nie powiem dokąd jadę.
I w końcu strzeliła focha, że jak mogę w ogóle powiedzieć, że od niej muszę odpocząć.

Ja po takiej rozmowie jestem wykończona (dlatego w weekendy – o zgrozo!!! – też wyłączam telefony. Nic mnie nie obchodzi. Dwa razy na dzień sprawdzę tylko, czy ktoś dzwonił i wystarczy), co dopiero po dwuletnim okresie bez wyjazdu wakacyjnego i po roku macierzyństwa, kiedy to takie rozmowy jak ta dzisiejsza toczą się niemalże codziennie. Naprawdę muszę odpocząć, od niej też. A może od niej przede wszystkim…? Ale tak już nie powiem, mogę tylko pomyśleć.

Poszłam o krok dalej – ustaliłam z mężem, że w niedziele nie przyjmujemy żadnych gości, ani nigdzie nie jeździmy. Że spędzamy ten dzień sami, głównie razem i trochę ja sama ze sobą przed kolejnym tygodniem w pracy.

Chyba rzeczywiście jestem okropna…

Kiedyś byłam bardziej rodzinna, teraz takie spotkania mnie po prostu męczą… (mąż się bawi przy stole, je i pije, dobrze się bawi, a ja, elegancko ubrana
w spodnie w kancik, siedzę na podłodze i bawię się z dzieckiem. Wolę robić to w dresie, w swoim domu, na własnej podłodze. Dobrze myślę, czy źle…?)

caroll.

11:50, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 marca 2011

Dziś miało być zdjęcie pączka i charakter więcej karnawałowy, a tymczasem Pani Irena nam umarła i cały urok tłustego czwartku przepadł. Ma rację A., która mówi, że wykrusza się stara gwardia prawdziwych Gwiazd, a pomimo natłoku aktorów młodego – młodszego – pokolenia, ani widu takich, którzy te opuszczone buty byliby w stanie wypełnić.

Odpoczywaj w pokoju, Wielka Ireno.

---

…a na inne tematy będzie jutro. caroll.

16:35, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lutego 2011

Ja znów o tym samym… ale jakoś ciężko w tym okresie się przestawić na myślenie o czymś innym :D Dzisiejsza noc przypominała trochę tę drugą noc w szpitalu rok temu, kiedy to moje piękne, różowiutkie, radosne dzieciątko przez całą noc wisiało przy piersi. Tylko ramiona zmieniałam – z lewego na prawe i z powrotem. Dziś budziła się jak w zegarku co dwie godziny, nie tyle żądając jedzenia, ile bliskości – mama przytul i koniec. Musiałam wstać, przytulić, ponosić i  odkładałam spokojne, śpiące dziecko do łóżka. Za dwie godziny powtórka. Śniło się coś chyba…? Ale smutna nie była. Zmęczona wczorajszym dniem, zasnęła w dużym pokoju na kanapie przed 19, przebudziła się marudna, więc ja ją szybko haps na przewijak, założyłam piżamę i idę do sypialni. Przytulona, w moment zasnęła. Jak nigdy – przed dwudziestą. Za to tuż po drugiej: mama, bawimy się! Taaak! Patrz, jak pięknie ściągam skarpetkę! Zdolna jestem, nie? To teraz mi załóż, a ja znowu zdejmę. A może teraz sama spróbuję ją założyć…? Mhmm… mhmmm… ciężko… pomóż jednak. I tak w kółko J Sama radość. Mąż się zlitował i wstał, żeby uśpić tę smerdę. Nie dała się, po półgodzinie zażądała rączką: DO MAMYYYY! Pierś sobie wzięła i zasnęła. Ale prawie dwie godziny już zdążyły minąć, bo odłożyłam ją o czwartej. Ku zdziwieniu mojego męża, wstała o wpół do siódmej, radosna jak skowronek.

Fajna ta dziewczynka nasza. Już roczna. Duża. Mój źrebaczek...

caroll.

13:02, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011
Pierwsze Urodziny

Kocham Cię dopiero rok… Patrzę, jak rośniesz, zdobywasz nowe umiejętności… Uwielbiam, jak śmiejesz się głośno, zaczepiasz mnie.

Chyba tak naprawdę nadal nie potrafię powiedzieć, co czuję odkąd Cię mam. Dumę? Miłość? Czułość? Wewnętrzny spokój? Wdzięczność dla Losu? Na pewno to wszystko. Ale czy tylko tyle?

Od wczoraj ciągle patrzę na zegarek i przypominam sobie, co działo się o tej porze rok temu („właśnie szłam z patologii na porodówkę”, „podłączyli kolejną oksytocynę”, „zaczęłam czuć skurcze”, „wody odeszły”, „słabe KTG, trzeba leżeć”…). Dziś w nocy, jak obudziłam się o północy myślałam, że właśnie podjęto decyzję o cesarce i kazano mi przejść na salę operacyjną. Później, o trzeciej, przypominałam sobie, że już Cię miałam… I twarz Twojego Taty, której wyrazu nigdy nie zapomnę.

Kocham Cię dopiero rok…

Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich pierwszych Urodzin, Myszko.

caroll., Twoja mama

08:45, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 stycznia 2011

Szczęśliwego nowego… lepszego…

Czy może być lepszy od poprzedniego, w którym nasza rodzina się tak pięknie powiększyła? W którym niemalże każdego dnia od nowa zakochiwałam się w Mężu? W którym codziennie pokazywał mi, że zawsze mogę na Niego liczyć? Że jest Mężem, partnerem, kochankiem, przyjacielem, cudownym ojcem (kolejność dowolna)?

Mało kto wytrzymałby ze mną.

Postanowienie noworoczne nr 1: być lepszą dla Niego, najlepszą, stale nad sobą pracować, kontrolować się.

Na razie się udaje. Chyba. Trzeba Męża spytać.

- x x x –

Dół zimowowiosenny, już lekki, spowodowany wyjazdem integracyjnym w góry. Wszyscy jadą, ja zostaję. I rozumiem to, jest mi trochę smutno, ale tak jest, a nie inaczej. A smutno mi, bo cyborgiem nie jestem i mam uczucia po prostu. W przypływie słabości i melancholii wygadałam się niechcący
z tego smutku mojej babci, na którą zawsze, jak wiadomo, można liczyć. Nie inaczej i tym razem – spojrzała na mnie jak na kosmitę i powiedziała: „No, co wolisz? Dziecko czy wyjazd?! Chciałaś mieć dziecko”. Bez komentarza, dla mnie to był koniec rozmowy w ostatni piątek. Od tamtej pory cisza, ja nie dzwonię, Ona dzwoni do Męża i pyta o dziecko, jak się ma. Bo w niedzielę skończyło już 11 miesięcy.

Postanowienie noworoczne nr 2: nie zwierzać się babci. Nigdy więcej.

Poza tym z naszych firmowych SIOR jedzie tylko Jedna, bo inne albo już na macierzyńskim, albo
w ciąży. Na następnym wyjeździe dopiero pokażemy, na co nas stać, i to nie jeden raz J

I Salsa nie jedzie, z kim innym miałabym być w pokoju?!

- x x x –

W pracy poza tym super… jak zawsze.

- x x x –

Piekę serniki. Nie hurtowo, na razie upiekłam dwa, z czego obydwa sukcesem były, chociaż drugi większym, bo nie dodałam olejku waniliowego i soku z cytryny, za to dodałam rodzynki. Dziś niestety na pewno go skończymy.

I różne mięsa pieczemy od jakichś trzech miesięcy. Wychodzi nam: mnie nacieranie i doprawianie, Mężowi pieczenie. Do tego stopnia, że na święta popiekliśmy dla wszystkich trzech świątecznych stołów. W weekend znów upiekę.

- x x x –

Chyba postanowienie noworoczne nr 3: ostatecznie opuścić szeregi kapeli, w której chyba jeszcze miałabym coś do zaśpiewania. Ale repertuar mnie zabija, członkowie  w tej kwestii niereformowalni. Próbowaliśmy z A. coś jeszcze podziałać, ale się nie udało. A. odszedł, na mnie też już pora. Tak myślę, że jak będę miała jeszcze w życiu coś do zaśpiewania, to na pewno znajdę inne miejsce. I dobrych muzyków do tego. Bez napięć, z metronomem, z rokendrolem.

… i tym optymistycznym akcentem…

caroll.

13:31, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 listopada 2010
na weekend od caroll.

08:50, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 listopada 2010

I.

Może się komuś narażę, może nie (no bo w końcu kto czyta tego bloga? Czy ten blog w ogóle jest po to, żeby ktoś go czytał, czy po to, żebym ja nie zwariowała i mogła się czasem wyżyć tutaj, zamiast gdzie indziej robić głupoty…), ale muszę to powiedzieć: jestem homofobem. Może nie tak pełną gębą, bo niech sobie tam gdzieś będą i robią, co chcą, ale niech ja na to nie patrzę. Niech w telewizji pan Poniedziałek i inny pan Jacyków nie opowiada, co on drugiemu panu lubi robić w pupę, tudzież w inne części ciała. Niech nie walczą o adopcję dzieci, o związki małżeńskie, bo to po prostu nie jest zdrowe. Niech się zamkną w swoich czterech ścianach, mają swoje kluby i fora internetowe, ale niech nie paradują po ulicach ubrani w tęczowe barwy! Tak samo, jak oni mają prawo do manifestowania swoich poglądów i preferencji, bo w końcu żyjemy w „demokratycznym” państwie – mogą równie dobrze zarzucić mnie, że ja idąc z mężem za rękę po ulicy i z wózkiem na dodatek też manifestuję swoje preferencje – tak samo ja mam prawo nie chcieć tego oglądać. Niech nie przyprowadzają swoich „chłopaków” czy „dziewczyn” (HALO?! DZIEWCZYN?!) na imprezy, o których później pisze Gala czy inne takie pisma. Niech się publicznie nie całują, nie obejmują. To jest dla mnie obrzydliwe i nie chcę tego oglądać.

Jeżeli ktoś myśli, że jestem zaściankowa i nienowoczesna w tym temacie – jego prawo. Sorry.

II.

Kto daje innym prawo oceniania postępowania Dody w zakresie jej nawoływania do rejestrowania się w charakterze dawcy szpiku? Czy ktoś w ogóle spojrzał na wątek romantyczny całej tej sprawy?

Czy w naszym pięknym kraju coś, co na Zachodzie (ciągle jesteśmy sto lat do tyłu ze wszystkim!!!) jest na porządku dziennym – tj. wręcz zatrudnianie osób publicznych do wszelkiego rodzaju kampanii społecznych – u nas od razu musi być „self-marketingiem” Dody?! Czy Doda w ogóle jest osobą, która potrzebuje robić sobie jeszcze jakikolwiek marketing?! Doda to firma, już nie musi.

Więc wszystkim, których boli to, że ona po prostu może coś zdziałać tylko dlatego, że jest Dodą – sobą - proponuję długi, jesienny spacer i kilka głębokich oddechów, spokojne przemyślenie sprawy i zamknięcie ryja. Tak po prostu.

III.

Mówcie, co chcecie – jestem dumna mając na półce książkę, którą napisał ktoś z mojej rodziny. Dodam tylko, że otrzymaną w prezencie od Autorki.

IV.

Kasia Nosowska to tandeta, a nie wielka artystka. Czy ktoś rozumie jej przekaz?

Za nową produkcją Edyty Bartosiewicz też nie tęsknię, wszystkie piosenki na jedno kopyto, po co to wszystko.

V.

Nowa płyta Cockera, typowo Cockerowa, jest zajebista. I nowy Collins też. Zaczęłam zatem słuchać od nowa. I w ogóle nowa Norah Jones na mnie czeka, i Jamiroquai. Na jesień jak się patrzy.

VI.

Dziś rano odkryłam, że jestem świnią. Byłam zaspana, spóźniona do pracy, nieprzytomna – ale to niczego nie tłumaczy.

Na stacji metra podszedł do mnie normalny pan, człowiek w średnim wieku i spytał, czy miałabym gumę do żucia i czy mogłabym go poczęstować. A ja, mimo, że mam przecież paczkę w torebce, z automatu powiedziałam, że „nie”. Człowiek przeprosił grzecznie i odszedł, a mnie się zrobiło głupio. Bo właściwie dlaczego odmówiłam?! Czy to z przyzwyczajenia – jak jeszcze paliłam papierosy, nienawidziłam jak mnie ktoś obcy prosił o papierosa na ulicy i nigdy nie dawałam, bo to niehigieniczne i jakoś niezręczne: dać z paczki, żeby paluchami dotknął innych papierosów, które ja później wypalę, czy jednego wysunąć swoją ręką, żeby on wypalił? Swój to swój, obcy to obcy, więc nie dawałam. (nota bene: to już ponad dwa lata odkąd nie palę :))

Ale z tą gumą do żucia dziś rano?! Wstyd mi przed samą sobą :(

XXX

Jestem ciągle i wciąż od nowa zakochana w moim mężu. Jak patrzę na niego czasem to mi się gardło ściska i nie wierzę, że on jest taki mój. Przyszedł spać wczoraj wieczorem, wlazł cały zmarznięty do mnie, śpiącej od godziny i rozgrzanej pod kołdrę, przytulił i miłość gorącą wyznawał i komplementy prawił. A ja taka zaspana, nieprzytomna – dziś nie pamiętam nawet połowy z tego, co powiedział… Poza tym jak tak sobie spojrzę na niego czasem w domu to mi się kolana uginają, moje Ciacho kochane… Mrrrr :)

No to jak, pesymistycznie jest w końcu, czy jednak radośnie? Hmm. caroll.

12:04, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 listopada 2010

Mam tyle do napisania i taki natłok myśli w głowie, że aż nie wiem od czego zacząć. Na pewno nie napiszę o wszystkim, bo mi poucieka po drodze…

Czytam książkę pewnej naszej nowej krajowej autorki – treść i pomysł w miarę sztampowe: jest małżeństwo z nastoletnią córką, on ma romans i odchodzi zostawiając żonę i córkę z długami i bez dachu nad głową. Ona wyjeżdża na „detoks” na wieś i summa summarum na tę wieś się przeprowadza. Lekka książka, napisana co prawda mało literackim językiem, więc żadnych większych wrażeń artystycznych nie odczuwam, ale do metra jak znalazł. Ale dlaczego w ogóle piszę o tej książce…? Dlatego, że też bym tak chciała się na wieś wyprowadzić (byle z moim mężem, a nie w takich okolicznościach, jak bohaterka książki) i mieć tę krowę, jakieś kury i kalosze na progu. O.

Nie słucham, bo aktualnie w ogóle nic do mnie nie przemawia!!! Nie ma muzyki, którą bym się zachłysnęła i chciała słuchać w kółko. Nowa Brodka fajna, ale po trzech razach już dość. Nowa płyta Kings of Leon wcale do mnie nie trafiła, na Skunk Anansie też nie mam nastroju…! Może ktoś coś podrzuci…? Nowy Adams ma być na koniec listopada, może fajny będzie? Czy o tej porze roku już zawsze będę skazana (nie bez przyjemności oczywiście) na Stereotyp Kayah?

Może upiekę w weekend szarlotkę z kaszą jaglaną – bez mąki. Jadłam dwa razy w Kazimierzu i jest pycha. Czy uda się w piekarniku halogenowym?

W ogóle odczuwam jakieś wewnętrzne fuj. Listopad przyszedł.

N I E N A W I D Z Ę   G O  konsekwentnie.

08:51, karolina_1308
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
Zakładki:
Architektura różnej maści
BEST BAND EVER!
DLA ŚWIATA
Hmm, ciekawe...
Kontakt na żywo - GG - 7039034
Krewni i Znajomi, hmm, Królika...?!
Lubię blogi innych
Ochrona natury
Podglądam, korzystam...
PROTEST, PROTEST, PROTEST!
Pysznie! :)
ŚWIAT KOBIET :)
Wirtualny piesek :)
Z serii "Miasta Wyjątkowe"
Zrób to sam
Suwaczek z babyboom.pl