Zaczynam przywykać do bycia w samotności. Mam swój rytm od rana. Budzę się, R. przeważnie jest już wtedy w pracy (a jeżeli nie – zjadamy razem śniadanie i on wychodzi), leniwie wstaję, wstawiam wodę na herbatę, śniadanie, prysznic, dres, kolejna herbata (hmm, zielona? rumianek? miętka? żurawinowa? darjeeling? takie dylematy…), jak pogoda pozwala to może jakiś spacer, inaczej od razu kocyk, książka, radyjko – albo i nie, drzemka, R. wraca, zjadamy obiad… sielsko.
Czasem jednak zdarza się tak, że w dzień dzwoni telefon. I wtedy mam dylemat: odebrać czy nie odbierać? Dlaczego tak? Bo ludziom – generalnie rzecz ujmując – chyba wydaje się, że jak człowiek jest w ciąży, to traci umiejętność rozmawiania i interesowania się czymkolwiek innym niż rzeczona ciąża. Że interesuje się tylko bzdetnymi forami internetowymi (raz w tygodniu czytam w Internecie kalendarz ciąży, żeby wiedzieć, co rozwija się u mojego dziecka w danym tygodniu, co robi, co już umie, itp.), gazetami dla przyszłych rodziców (odkąd jestem w ciąży nie kupiłam ani nie widziałam na oczy ani jednej!), ciuszkami, rodzajami pieluszek i innymi rzeczami i tematami dotyczącymi mającego wkrótce nastąpić macierzyństwa. I o niczym innym nie chcą już rozmawiać. Więc jak się już zdecyduję odebrać telefon to mam nadzieję, że nie usłyszę od kolejnej osoby DOKŁADNIE takiego samego wstępu („No jak się czujesz?”). Taka niespodzianka jednak rzadko mnie spotyka. Czuję się zatem momentami jak niepełnosprawna, ograniczona (a może wyrodna?! Już na starcie?!) A podobno będzie gorzej z każdym miesiącem (życzenia w Wigilię: „szczęśliwego rozwiązania”… już to widzę!) , żeby osiągnąć apogeum na dwa tygodnie przed planowanym terminem porodu i trwać aż do niewiemkiedy.
Jak się czuję, tak się czuję. Jednego dnia lepiej, drugiego słabiej. Czasem mi się chce, czasem mi się nie chce. Jak normalnemu, zdrowemu człowiekowi. Moja córka ma tak samo. Czasem jej się chce, bo szaleje i stale domaga się uwagi, którą dostaje ode mnie bezustannie nawet bez proszenia, a czasem jest spokojna i tylko puknie do mnie raz na jakiś czas, żeby dać mi znać: „wszystko w porządku, matka, mam lenia po prostu i nie chce mi się”. I naprawdę czytam książki o zabójstwach, śledztwach, aktualnie zaczęłam piękną powieść o Włoskiej rodzinie mieszkającej w Anglii, robię kolczyki, śledzę wiadomości, kupuję dzienniki, słucham nowych płyt. Nie czytam forów internetowych o porodzie, szpitalu i innych bolączkach. Będzie to, co musi być. Liczę na swój instynkt. Nie chcę kolejnej osobie odpowiadać znów na pytanie „No jak się czujesz”, bo zwariuję. Jak się będę czuła naprawdę źle – nie odbiorę telefonu. Bo jednak mam teraz inne priorytety. Najpierw nasze dziecko, moja rodzina. A potem cała reszta.
I nie miejcie mi tego za złe.
(Może za to ktoś najpierw zada sobie pytanie czy spytał nas jak się czujemy podczas przeprowadzki…?)
Aktualne zwolnienie jest w dużej mierze z przemęczenia i z przesilenia.
Umiesz liczyć – licz na siebie.
I tak całe życie.
A Mama ostrzegała, że zawsze tak jest w życiu.
caroll.